Food.
Link 08.02.2010 :: 16:02 Komentuj (25)
"American food"- THE REAL TASTE OF AMERICA.
Kiedy ludzie myślą o amerykańskim jedzeniu, widzą przed oczami jedynie frytki, hamburgery i cole... A to nie tylko to! Chciałabym rozwiać ten mit i wyjaśnić czemu ich kuchnia jest rozkoszą dla zmysłów!
Najlepszą zaletą amerykańskiego jedzenia jest chyba fakt, że jest po prostu tanie... Wystarczy, że obejrzysz kilka odcinków Marth'y Steward, odwiedzisz "Target"(mój ulubiony super market) kupisz kilka produktów i obiad gotowy...
Czy amerykanie celebrują jedzenie?! Zależy od rodziny i tradycji.. Ale ja miałam okazję kilka razy uczestniczyć w modlitwie przed posiłkiem. Wspaniałe rodzinne bardzo pozytywne przeżycie. Dodatkowo amerykanie to wesoły i towarzyski naród.. Zawsze jest okazja żeby się spotkać i zjeść coś dobrego razem z sąsiadem. Obojętnie czy jest to mecz footballu czy świętowanie ukończenia szkoły przez syna. Bardzo podoba mi się jak w Boże Narodzenie robią " christmas treats"

jest to takie "małe co nieco" domowe karmelki, ciasteczka.. czekoladowe orzeszki precelki ... pakują je.. ozdabiają w piękne kokardy i ofiarują znajomym życząc "Merry Christmas" Taki mały gest a jak cieszy!
Nie mogę się powstrzymać dlatego zacznę od tych słynnych fast-foodów. Każdy będąc w USA skusił się na ten mały grzech i zamówił ogromny powiększony zestaw.. . Nie oszukujmy się fast-foody są smaczne. Dodatkowo jest to idealne miejsce na spotkania towarzyskie. Hahah spędziłam tam chyba z 40 % swojego wolnego czasu.........
O to lista moich ulubionych
1) In'N'Out

Bez wątpienia zajmuje 1 miejsce! Restauracja działa od roku 1948. Jak widać jest wspaniale urządzona! Nie zapomnę jak moi przyjaciele z biegów w pierwszym tygodniu szkoły zapytali mnie "Czy byłaś już w In'n'Out ?!" odpowiedziałam "Nie..." "Żartujesz?! MUSISZ spróbować tych hamburgerów!!" I tak się zaczęło... Od tej pory bywałam tam bardzo często... Świetne miejsce aby spotkać się ze znajomymi.



me and my cross country team.

Miejsce 2..... CHIPOTLE!!!!!

Mam sentyment do tej restauracji (a raczej mexykanskiego fast foodu) Zabrał mnie tam Spencer na naszym PIERWSZYM spotkaniu zaraz po balu. Nie żartuję, robią tam najlepsze buritos na świecie! O każdej porze dnia jestem w stanie tam wrócić. Obsługa jest bardzo miła. Pamiętam jak kiedyś po meczu pojechaliśmy i Lynden uśmiechnął się ładnie do sprzedawczyni a ta dała nam darmowe nachosy! Haha. Fantastyczne miejsce!!!


do wyboru do koloru... fasolka, sos.. kurczak, wołowina.. Mmmmm


Miejsce 3.... RED ROBIN

Świetna restauracja w "amerykańskim stylu" To tam zjesz pyszne hamburgery, "onion rings" no i wypijesz napój "Shirley Temple" (syrop wiśniowy+ sprite+ wiśnie kandyzowane + lód) To właśnie tam moja host rodzina zabrała mnie na ostatni pożegnalny obiad...


Shirley Temple

krążki cebuli!!! pychota.

ROADHOUSE!

Nie zapomne ostatniego wieczoru jak miesiąc temu tata Spencera zapytał mnie gdzie chce zjeść swój ostatni obiad. Odpowiedziałam że jest mi to obojętne.. oby było tam dobre amerykańskie jedzenie... A więc... ubrałam się w czarną sukienkę, wysokie buty.. Spencer zobaczył mnie i zaczął się śmiać zapytałam "Coś nie tak?" "Twój strój kochanie..." "Aż tak źle? " "Wyglądasz..świetnie..tylko.. my idziemy do Roadhouse....." Posłuchałam go i założyłam zwykłe jeansy...
Wchodząc do restauracji zrozumiałam o co mu chodziło! Każdy był ubrany w zwykły t-shirt.. Grupa facetów oglądała mecz w tv. Jedli krwiste steki i popijali je piwem. Na podłodze były WSZĘDZIE rozsypane skorupki po fistaszkach! Totalny LUZ.
skorupki po fistaszkach... na podłodze..

ma ktoś ochotę na cole?

oryginalny stolik.

HOT WINGS AND SWEET POTATO!
Pierwszy raz właśnie w USA spróbowałam słodkiego ziemniaka z masłem i cynamonem niebo w gębie!!!

Jedzenie domowe.
Mistrzostwem jest powtórzenie tych wspaniałości w swojej własnej kuchnii! Miałam okazje spróbować pysznych dań które codziennie gotowała dla nas Coleen. Do końca życia będę pamiętać jej "Pumpkin Bread" który jadłam na śniadanie. albo pieczone mięso, sałatki "mashed potato"...ahh i ten "Pineapple cake"- specjalność host siostry Emily! Lub jak razem z Sammy zawijałyśmy jabłka w karmelowe plastry zostawiałyśmy na chwile i powstawało takie cudo:

Tata Joe.. był świetny w grillowaniu.. Ahh te domowe cheeseburgery.. Uwielbiam je..
home-made cheeseburger.

Pamiętam nasz camping w górach jak łowiliśmy ryby a Joe później piekł je na ognisku! Smak świeżej grillowanej ryby nie do odtworzenia.

Jak już wspomniałam o siedzeniu przy ognisku.. nie mogę zapomnieć o "Roasting Marshmallow"


Spencera przysmakiem są żeberka w sosie BBQ. (chociaż bardzo smakowały mu też w sosie śliwkowym jak zamówił je w Krakowie...)

Jedna rzecz która mnie i Spencera nigdy nie połączy są... waffels with bacon and syrup.
Jednak nie tylko on uwielbia gofry z syropem klonowym i bekonem.. mam wielu przyjaciół którzy się tym zajadają.. Hahah z koleji Spencer powiedział mi że nigdy nie przekona się do naszej "musztardowej zupy" (chodzi mu o nasz żurek... )

Jeżeli chodzi o te słynne "pancakes"- nie smakują mi. Gdyż większość amerykańskich rodzin kupuje wielkie opakowanie "MIX" pod tytułem "dodaj tylko wodę i ciasto gotowe " (bez mleka i jajek!!! ) Wole nasze polskie naleśniki nazywane przez amerykanów "crepes".
Ahhh bym zapomniała o mojej ulubionej przekąsce..
Peanut butter and jelly sandwich + milk!

To co uwielbiam w USA jest fakt, że są tak bardzo zróżnicowane.. Mieszanka kultur, smaków.. Każdy znajdzie coś dla siebie dlatego to czyni je tak interesujące.
Pytacie "Czy łatwo przytyć w USA?" - Oczywiście.. Bardzo łatwo.... I to jest największy minus tego jedzenia. Bez sportu i zwracania uwagi na co się je.. można wrócić do Polski z kilkoma dodatkowymi kilogramami .
Ale...... Ja tam wolę sobie nie odmawiać i dopiero później (jak pojawią się wyrzuty sumienia) iść pobiegać ;)
Pozdrawiam
I namawiam do głosowania na bloga. Został jeszcze tylko tydzień Z góry dzięki.
Meksyk!
Link 06.02.2010 :: 19:38 Komentuj (14)

Mexico! the best tacos!!!!!
Dla tych co dopiero znaleźli tą stronę, napiszę szybki skrót: Blog opowiada moją roczną przygodę w USA w stanie California. Wyjechałam do amerykańskiej rodziny goszczącej z programu "Rok szkolny w Stanach Zjednoczonych" Chodziłam do szkoły "Heritage High School" w której nawiązałam przyjaźnie na całe życie. Brałam udział w licznych zawodach sportowych, konkursach, przedstawieniach. Odkryłam nowe pasje. Każdy dzień był niesamowity i pełen wrażeń. Zwiedziłam takie miejsca jak Los Angeles, San Francisco, San Diego, Las Vegas, Honolulu. . A wszystko zawdzięczam własnym rodzicom i amerykańskim przyjaciołom, którzy sprawili że ten rok był nie zapomniany. Dodatkowo poznałam chłopaka- Spencera, który jest teraz studentem w szkole Univeristy of Sothern California. Spotkaliśmy się przypadkiem na szkolnym balu, przeprowadził ze mną wywiad i od tego momentu byliśmy nierozłączni. Odwiedził mnie w Polsce w te wakacje. Tysiące mil, inny język, kultura nie przeszkadzają abyśmy byli razem, tak więc jest to dowód, że związek na odległość w tak młodym wieku jest naprawdę możliwy. Wiele osób pisze, że jestem szczęściara. Jadnak że ja zgadzam się , że "Szczęście to sposób patrzenia na świat." (cytat M. Niewaldy.) Blog ten przedstawia, jak bardzo opłaca się ryzyko i chęć poznania świata. Podróż do USA zmieniła moje podejście do wielu spraw, nauczyła mnie czym jest prawdziwa miłość i przyjaźń. Oczywiście były momenty, że nie było kolorowo, było tak,że musiałam zacisnąć zęby i płakać po cichu w poduszkę. Blog adresowany między innymi do wszystkich tych którzy interesują się wyjazdem do szkoły średniej w USA. Jakie są moje plany? Matura, wyjazd na studia do USA i odwiedziny przyjaciółki w Brazylii za własne zarobione pieniądze.
Meksyk
(niestety poprzednia notka skasowała się a pojawiły się prośby o jej odnowienie )
Wspomniałam już wcześniej, że miałam okazję odwiedzić Spencera i przyjaciół w grudniu. Jedną z naszych podroży była wycieczka do Meksyku.
Jak Spencer powiedział mi że wybierzemy się na kilka dni do Meksyku
bardzo się ucieszyłam. Uwielbiam poznawać nowe kraje hah wiem ze w przyszłości jak będę mieć ten wymarzony zawód lekarza wszystkie oszczędności wydam na podrożę. Wracając do mojej relacji. Byłam pewna
ze będzie to taki "zamerykanizowany Meksyk" ponieważ aby dotarcie do
granicy, z San Diego zajęło nam ok. godziny! Jednak jak tylko znaleźliśmy się po drugiej stronie odrazu pomyślałam " to nie Kalifornia".
Bieda rzucała się w oczy- budynki ( a raczej domki z kart które miałyby
sie zaraz rozpaść) bezdomni śpiący na ziemi czekający na zmrok. Chodzi
mi tutaj o meksykanów którzy chcą sie nie legalnie przedostać na
terytorium USA. Inna kultura- to było widać, ale nie zraziło mnie.Wręcz
przeciwnie jeszcze bardziej nie mogłam sie doczekać co czeka za rogiem. Nadeszła pora na lunch. Udaliśmy sie do pobliskiej ulicznej
restauracji. Pierwszy raz przekonałam sie co do lobsterow! Pyszności
wystarczy ostry nóż aby wydobyć mięso ze skorupy, masło pita ostra salsa
I danie gotowe. Dlatego meksykańskie piwo ( drinkiing age w Meksyku
to 18 lat) Naprawdę pyszności! Po chwili przyszło 3 mężczyzn ubranych w sombrero, zaczęli dla nas grac na gitarze i śpiewać (oczywiscie za 5$) Następnie wsiedliśmy do samochodu I pojechaliśmy do domu babci
Spencera, jest malutki i położony zaraz przy plaży. Ugościła nas
pyszna lasagna. Następnego dnia jak tylko się obudziłam poszliśmy na plaże. Cudowna bo całkowicie pusta! Biegałam skakałam po brzegu w
ulubionej sukience.Spencer śmiał sie ze mnie jak z małego dziecka.
Jednak dzień sie dopiero zaczął po godzinie byliśmy już w mieście. Weszliśmy do baru, w którym pracowali znajomi babci. Wyjęli wielki słoik wypełniony tequila I martwym wężem! Jak tradycja karze musiałam pocałować węża a potem polizać posolona dłoń wypić kieliszek I zagryźć limonka. Dużo śmiechu I dobrej. Zabawy. Nadszedł czas na
zakupy! Meksykanki stragan ma swój urok każdy z kopców zachęcał do
swojego stoiska. Każde z nich było wyjątkowe a i wszystko można było kupić!! : kokosy kapelusze sukienki plecaki Po drugie uwielbiają. Sie targować i rozmawiać. Bardzo sympatyczni ludzie.!







































c.d.n.
moja Ameryka.
Link 03.02.2010 :: 21:39 Komentuj (21)
Minął miesiąc jak jestem w Warszawie, i już tęsknie.Jak cudownie było się wyrwać się "na chwile" z Polskiej szkoły i wrócić do mojej Kalifornii. Piszecie do mnie maile "Nie żałujesz, że znowu spędziłaś święta poza domem?" Odpowiadam- nie. Oczywiście, rodzina jest ogromną wartością, i bardzo to doceniam, dzięki niej mogłam spełnić swoje marzenie i wyjechać. Ale... ZNOWU nie zjadłam barszczu z uszkami i pierogów w ten wyjątkowy wieczór, jednakże te święta były magiczne.I Nie potrafię słowami opisać, jak to było zobaczyć Spencera po 5 miesiącach, pożegnanie na lotnisku było bardzo smutne dlatego nie chce się na ten temat rozpisywać. Powiem tyko tyle że ciężko było się odwrócić do Spencera jak już przechodziłam przez bramkę i mogłam powiedzieć tylko... "see you later on skype, Darling" Czemu tak bardzo lubię tam wracać?! Chyba dla tego " luzu" Każdy ma tam inne podejście do życia. Ludzie interesują się polityką, sprawami na świecie, ale człowiek nie zamartwia się tym, że sołtys M. * * * * stracił posadę! Za dużo się martwimy, brakuje nam tej iskry i tego optymizmu, nie mówię, że WSZYSCY tacy są nie.. ale.. wyrażam swoje zdanie na podstawie obserwacji.Podam zabawny przykład. Nie zapomnę jak dwa dni temu kierowca zrobił mi awanturę
na cały autobus bo zapłaciłam mu 3 zł drobnymi 50gr, 20gr.. pytam do
niego "tym amerykańskim luzem" w czym problem?! Pieniądz to pieniądz
tak?! Po co stwarzać sztuczne problemy? Ten na to.. nie obchodzi mnie
to zaraz jak będę chciał pani wyleci przez okno jak mocno zahamuje........ )
Uważam, że po prostu zabawne jest, to że spotkałam "stereotyp, narzekającego
polaka" jak tylko wróciłam z Kalifornii...
Uwielbiam ,że docenia się w USA nauke i inwestuje się właśnie w edukacje i rozwój. Odwiedziłam college Spencera i... nabrałam jeszcze większego apetytu aby tam studiowac. Wielu moich rówieśników, pyta mnie "ty jesteś nienormalna Marta nie boisz się zostawić rodziny, przyjaciół... no i Jezu ten język!!! Tu masz pewny grunt, swoją własną ukochaną Polske... " Mam już taki charakter, że pragnę od życia więcej i więcej i czasami wole wybrać bardziej krętą drogę która wiąże sie z ryzykiem. Co to za frajda iśc na łatwiznę?! Dlatego głęboko wierze, że wrócę tam na studia. Dlaczego wybrałam USA? Bo to kraj przyszłościowy, który docenia ciężką prace i daje ogromne możliwości. No i.. amerykanie, uśmiech maluje im się na ustach. Nie są to moja puste przesłodzone słowa. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Ucząc się tam oczywiście zastanawiałam się czy aby napewno ta życzliwosc nie jest sztuczna i z grzeczności, bo przecież "jestem z Polski i nie znam dobrze angielskiego" Ale... Odwiedzając teraz znajomych sama nie mogłam uwierzyc, w to jak mnie ściskali i nie mogli uwierzyc że wróciłam "że ta szalona zafascynowana Ameryką Polka przyjechała zobaczyc ich w Romoland." Przechodząc między kolejnymi szkolnymi budynkami zatęskniłam za tymi lekcjami, wspólnymi lunchami. Tym okrzykiem na meczach - "we are patriots goooooo heritage! " Nadal mam niedosyt i wyrzuty sumienia, że nie zobaczyłam się ze wszystkimi a obiecałam im, że bedziemy utrzymywać kontakt. Niestety zgubilam nr. telefonu mojej przyjaciółki Adraiany, która była moją pierwszą koleżanka,( poznałysmy się na tańcach, ) Nie ma ona internetu dlatego nie mam jak znaleźć jej na Facebooku czy myspace. Teraz dwoje się i troje aby znaleźc list który mi napisala zostawiajac tam właśnei swój numer. Może jak wróce w wakacje uda mi się ją znaleźć. Bardzo mi na tym zależy.
Odwiedziłam róznież moją host rodzine. Wreszcie ich wszystkich przytuliłam, dałam pamiątki z Polski. Cudownie było znowu wejść do tej kuchni w której jadłam najlepsze cheeseburgery z grilla i gdzie odbywały sie śmieszne i poważne rozmowy, (to własnie w niej mama Colleen pozwoliła mi iść na sylwestra gdzie zapoznałam się ze Spencerem i jego przyjaciółmi) Moja host rodzina zrobiła dla mnie przez ten rok bardzo dużo. Pisze o tym w mailach "dobra rodzina- podstawa udanego wyjazdu" Bo to właśnie z tymi ludźmi mieszkasz przez rok, dzielisz swoje radości i smutki.
Dodatkowo rodzina Spencera zaopiekowała się mną przez te 3 tygodnie, zwiedziliśmy Meksyk.. i.. powiem, że czułam się bardziej domowo tym razem.. Nie miałam uczucia "jestem tylko exchange student " Nie musiałam zapoznawac sie codziennie z 1000 nowych ludzii, bo moi znajomii byli juz tam. i pamiętali moje żarty, śmieszne wspólne historie. I to mnie bardzo do nich wszystkich zbliżyło. (jedynie Spencer mówi ze zawsze będe dla niego turystką z Polski bo zabieram aparat na zwykłe wyjście na zakupy.. hah)
Wróciłam do mojej Ameryki wcześniej niż myślałam i wiecie co przeżyłam już ten swój "American Dream" I mam nadzieje że nigdy się z niego nie obudzę.
Dziękuje za oddane głosy! Głosowanie trwa do 14 lutego, każdy głos się liczy.
Pozdrawiam.
VOTE FOR MY BLOG
Link 01.02.2010 :: 22:53 Komentuj (25)
Życie zaskakuje, przekonuje się o tym każdego dnia. Tydzień temu otoworzyłam maila i dostałam wiadomośc, że ktoś zgłosił mojego bloga do konkursu The Top 100 International Exchange and Experience Blogs 2010 Został on nominowany do najlepszej 100! I od dzisiaj zaczęło się wielkie głosowanie, ludzi z całego świata. Każdy głos się liczy wystraczy, że wejdziesz na ten link : http://www.lexiophiles.com/ix09/vote-for-ix10-here zaznaczysz AMERICAN DREAM i kliniesz VOTE. To wszystko! ;)) Aha i głosowanie trwa przez 2 tyg,mozna zaglosowac tylko raz. Dlatego potrzebne mi są nowe głosy. ;) Z góry baaardzo dziękuje!
A teraz biorę się za pisanie bloga!
Pozdrawiam
snowboard,
Link 17.01.2010 :: 11:09 Komentuj (41)

Wstaliśmy o 6.00 rano.. a wyjechalismy z domu po 8.00... Wyruszylismy razem z Meagan, Robem,Joshem w strone gor Big Bear. Bylo fantastycznie.. Jadac omijalismy drzewa pomaranczy. (tego dnia na plazy bylo ok 30 C! ) I za to uwielbiam Californie.. Godziana do gor i godzina do oceanu...
Nie jestem mistrzem na snowboardzie, (haha Spencerowi idzie duzo lepiej... ) ale i tak bylo fajnie wskoczyc na deske. No i te widoki... Nie wiem czy pamietacie ale rok temu, dzien przed sylwestrem w to samo miesjce zabral mnie kumpel Mikey (rudzielec taki sympatyczny)
Wracajac do Riverside, zajechalismy do mojego ulubionego mexykanskiego fastfoodu- Chipotle! Swietny dzien! ;))
Co jak co..ale polecam wyjazd na narty/snowboard w Cali.
dzien przed wyjazdem na snowboard. Ja i przyjaciel Josh.



















Sylwester.
Link 13.01.2010 :: 22:44 Komentuj (9)
I znowu Nowy Rok przywitałam w Californii u boku mojego Spencera i jego przyjaciół. (swietowalam 2 razy bo o 15.00 w USA wybiła północ w Polsce... ) Była to 1 moja i Spencera rocznica od kiedy jestesmy razem, dlatego zabral mnie z tej okazjii do naszej ulubionej restauracji California Pizza Kitchen. Mmm pysznosci! Nastepnie wsiadlismy do samochodu i kazal mi załozyc opaske na oczy, jechalismy 10 minut, nie mialam pojecia gdzie jestem. Nagle znalazlam sie w ogrodzie i na kanapie ,otoworzylam oczy i zobaczylam cale podswietlone miasto Riverside. Dokladnie rok temu rozmawialismy w tym miejscu patrzac sie na gwiazdy. Cudownie!
Po chwilii nostalgii uslyszałam moich przyjaciół Bryan'a, Josh'a i wielu innych(niestety zabrakło Lyndena który wyjechał do Utah do swojego drugiego domu. ) - czas zaczac impreze! Bylo naprawde fantastycznie. Mozecie sami ocenic po tych zdjeciach ;)))
Pozdrawiam.











Meksyk
Link 10.01.2010 :: 01:09 Komentuj (20)
San Diego
Link 03.01.2010 :: 04:41 Komentuj (36)
Zanim dojechalismy do Meksyku zatrzymalismy sie na noc u rodziny Spencera w San Diego. Uwielbiam to miasto. Opisywalam je juz wczesniej. Moglabym tam mieszkac, ma swoj urok. Wspaniale bylo pograc w koszykowke na ulicy z malymi kuzynami i przejechac sie samochodem wujka Spencera- zabytkowym fiatem 500. Przypomina naszego malucha ;) Potem pojechalismy na zakupy do duuuzego centrum handlowego a potem na obiad do Cheesecake Factory- NAJLEPSZE HAMBURGERY! Ich porce sa ogromne! Dlatego tez jeszcze nigdy nie zamowilam slynnego sernika w tej restauracji. Nastepnego dnia udalismy sie na plaze.. Jak cudownie bylo znowu poczuc piasek pod stopami. Spencer powiedzial mi ze mam przestac narzekac ze jest mi za goraco w jeansach. haah mial racje, (za 2 dni.. bede juz w Polsce.... ) Po kilku godzinach bylismy juz w Meksyku.







centrum handlowe- na dworzu





lodowisko na srodku plazy!







tanczymy na plazy!!






Boze Narodzenie ;)
Link 31.12.2009 :: 21:51 Komentuj (24)
A wiec dla amerykanow 25 grudnia- Boze Narodzenie- nazywane jest rowniez "lazy day". Czyli caly bozy dzien spedzilam w pizamie. Zaczne od poczatku, a wiec uwielbiam to oczekiwanie na swiateczny poranek, znowu wszystko bylo jak z "american movie" Spencer obudzil mnie o 7.30, cala rodzina siedziala przy choince, mali kuzyni zaczeli rozpakowywac prezenty. Kazdy z nas siedzial w szlafroku i pil goraca kawe. Bardzo pobobaly im sie moje polskie prezenty jak : szalik legii, koszulka Gortata(polskiego koszykarza grajacego w NBA) naszyjnik ze szlachetnymi kamieniami, wiersze Wislawy Szymborskiej po angielsku i polsku, goralskie chustki w kwiaty i wiele innych rzeczy, ktorych by raczej nie znalezli w amerykanskim centrum handlowym ;)) Ja z koleji dostalam piekna branzoletke ze szkla weneckiego(od Spencera) i kilka pieknych drobiazgow.
Okolo 9.00 wsiedlismy do samochodu(kazdy w pizamie) aby pojechac do babci Spencera, ktora przygotowala dla nas pyszne swiateczne sniadanie. Skladalo sie ono z : country baked ham, gris, scrambled eggs bacon, biscuits and gravy. Do tego swiezo wyciskany sok z pomaranczy. Mmmmmmm Niebo w gebie!!!!
Rozpakowalismy prezenty od babci i rozmawialismy siedzac przy kominku pare godzin. Potem pojechalismy do domu i okolo 4 po poludniu ja i Spencer wsiadlsmy do samochodu i pojechalismy po PIZZE! Haha.. Ten leniwy dzien zakonczylismy relaksujaca kompiela na dworzu w jaccuzi.





plecak pelen prezentow ;))





u Spencera babci





Nie wiem czy juz kiedys wspomnialam ale moim planem B jak nie medycyna i aktorstwo zawsze byla architektura wnetrz. Moge godzinami dobierac kolory firanek, scian. Uwielbiam to, dlatego tez jak zobaczylam dom Spencera babci zakochalam sie w nim i porobilam mase zdjec. Ten dom posiada dusze- tego jestem pewna.
papuga Cruso

dawny pokoj Spencera taty- troszke przerobiony. - "more girly"




Piekna lazienka z porcelanowymi figurkami.

sypialnia- piekne lozko


a w tym pokoju zakochalam sie totalnie.

salon

gabinet swietej pamieci Spencera dziadka. Byl profejonlanym graczem amerykanskiego football'u,byl na okladkach znanych sportowych magazynow.


dom z przodu





z babcia Spencera, bardzo spodobal jej sie prezent z Polski- naszyjnik z krzemieniem pasiastym.



moja druga milosc w Riverside- POMARANCZE, rosna wszedzie!!!!!

kuzyni Spencera





Co u mnie? Wczoraj wrocilismy z Meksyku- bylo SWIETNIE! Jutro wstawie zdjecia, teraz czas szykowac sie na impreze sylwestrowa.
Chcialabym zyczyc wszystkim Szczesliwego Nowego Roku! W Polsce jest juz od 2 godzin!!!!! Ja musze jeszcze troche poczekac.. Ten dzien jest dla mnie wyjatkowy- poniewaz dokladnie o godz 0.00 mija rok jak jestem ze Spencerem.
Pozdrawiam.
Wigilia
Link 27.12.2009 :: 08:52 Komentuj (43)
W tym roku znowu nie jadlam pierogow ani barszczu z uszkami. Po raz
drugi pod rzad rozmawialam z rodzina na skype'ie. Ale te swieta byly
magiczne i inne niz wszystkie. Moze to was zaskoczy ale obchodzimy
tutaj wigilie. Mama Spencera przygotowala ogromny obiad i zaprosila
cala rodzine. Nikt nie kladl sianka pod obrus ani nie wypatrywa
pierwszej gwiazdki za to czuc bylo zapach pieczonego miesa a na stole
staly lilie w wazonie. Po domu biegaly male dzieci, ktore chcialy bawic
sie z nami w berka. Nie wiem jak amerykanie to robia ale wprowadzaja
tak rodzinna atmosfere ze trudno jest czuc sie tu obco. Tak samo bylo
rok temu u mojej host rodziny. Uwielbiam ich za to. Maja tez swoje
tradycje, mama Spencera kazdemu z chlopakow pozwala otoworzyc jeden
prezent, ktorym jest bombka. Ale nie zwykla bombka, kazda z nich
przedstawia to co spotkalo kazdego z nich w ciagu calego roku. Dlatego
tez poprosila mnie abym przywiozla jakas z Polski. Oczywiscie Marta
robi wszystko na ostatnia chwile. I nie moglam znalezc zadnej z motywem
starowki czy polska flaga. Dlatego tez sama ja pomalowalam. Zabralo mi
to troche czasu ale bylo warto. Namalowalam gory, chatke czyli- Zakopane a po
drugiej stronie orla bialego. Prezent bardzo mu sie podobal.




Rodzice Spencera






babcia Spencera


kazdy wie jak sie gra w lapki

moja bombka.



wieczorem przyszedl Lynden Bryan i Josh pomogli mi pakowac prezenty- mialam ich cala walizke.

Lynden lepiej pakuje prezenty niz ja!

haha



Jest 1.10 bardzo mam ochote wstawic zdjecia z Bozego Narodzenia ale nie mam na to sily a nie chce aby notka byla chaotyczna poniewaz ten dzien byl naprawde wyjatkowy. Wiec chce nad nia troche popracowac. Jutro wyjezdzam do San Diego a potem do Meksyku, ale nie oczekujcie zdjec jak z Cancun, jedziemy do miasta Ensenada, aby poczuc meksykanski klimat i zjesc dobre burito mam nadzieje ze bedzie fajnie. Wracam 30 grudnia do Californii.
Bardzo dziekuje za cieple komentarze mam nadzieje ze kazdy z was mial wspaniale, rodzinne swieta. A i dzieki za maile, lubie na nie odpisywac.
Pozdrawiam.
